niedziela, 16 lutego 2014

Challenging myself, czyli Paris rules. Game on. Dzień 1.

Pojawiam się i znikam. Znowu...
Dobrze, że nie muszę przynajmniej wyjaśniać, dlaczego, bo musiałabym brnąć w typowe dla większości rodzaju ludzkiego wymówki.

Ale ja nie o wymówkach chciałam, tylko o moim nowym widzimisię!

Otóż widzimisię to przytaszczyłam z Paryża, gdzie to  – na krótko, bo na krótko, ale jednak – znalazłam się dzięki wielkoduszności jednego z moich obecnych klientów.

Long story short: all expences paid, fantastyczne szkolenie copywritingowe, dobre jedzenie, Notre Dame & inne paryskie cudeńka i paru nowych znajomych, którzy to od jakiegoś czasu bawią się w „100 happy days”.

Zabawa jest prosta jak konstrukcja cepa – każdego dnia wybieramy sobie coś, co nas w tym dniu uszczęśliwiło, opisujemy w dosłownie paru słowach i postujemy na FB.

Jeśli chodzi o postowanie na Fejsie, to nie, dziękuję. Ale po co mi FB, jak mam bloga, który tak pięknie współgra z ideą zabawy.

Toteż rzucam sobie rękawicę i zaczynam od dziś dokumentować moje „100 happy days”.

Dzień 1, czyli dlaczego grypa żołądkowo – jelitowa nie zawsze jest zła...

Zaczęło się w czwartek grypą żołądkowo - jelitową Marcela. Przebieg klasyczny.
W piątek przyszła kolej na Benka. Przebieg klasyczny.
W sobotę – zgodnie z oczekiwaniami poległam ja. Przebieg klasyczny.

Na szczęście teściowa przybyła na ratunek i całą sobotę poświęciła brykającym już ozdrowiałym maluchom. Latinolover zajął się naszym wspólnym projektem (o tym niebawem), ja natomiast, choć cierpiałam, oj cierpiałam, mogłam legalnie i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia spędzić caluteńką sobotę w łóżku. Cały dzień w łóżku! Te najbardziej uciążliwe objawy ustąpiły dość szybko, umożliwiając mi spanie, leżenie, spanie, leżenie… i tak cały dzień.

Pierwszy raz od dawna grypa żołądkowo jelitowa przyniosła coś dobrego.

A jeszcze lepsze było to, że dziś rano otworzyłam oczy, wstałam i czułam się po raz pierwszy od daaaaawna WYPOCZĘTA i WYSPANA!

A to dzięki grypie żołądkowo – jelitowej ☺


2 komentarze:

  1. Zabawa super, choc z drugiej strony tak sobie mysle, ze powinnismy I bez zabawy pamietac codziennie o tym, ze trzeba byc wdziecznym za to, co mamy:-) ale co tam, takie czasy, zazwyczaj tylko narzekamy nie dostrzegajac szczescia jakie mamy, wiec uwazam, ze taka idea to zawsze dobry pomysl- jesli rzeczywiscie uda Ci sie kazdego dnia dokumentowac okruszkibszczescia codziennego to czapki z glow! I powodzenia oczywiscie!!

    OdpowiedzUsuń